niedziela, 12 lutego 2017

nie zdążyłam

Nie zdążyłam być tam
Nie zdążyłam powiedzieć tak

Zdążyłam oddalić siebie
I powiedzieć nie /alboż/

okrutny świat /Freestyle/

(IPOGS, Freestyle) okrutny świat
autor: Alina Bożyk


wystarczy że ubiorę obcasy

już jestem gotowa
by wejść
w świat
pełen okrucieństwa i zła
w świat wad i złej maniery
w humory i grymasy
wystarczy że ubiorę obcasy
i usta zrobię czerwone
tak to już ten czas - co ustanowione
to komisyjnie zatwierdzone

stanę czoła ludzkim bolączkom
i pomacham im moją rączką


obalę zakompleksiony lud
wyrzucę za burtę chłód
ubiorę damom z szyszek wianki
i zapytam - jak się czują moje koleżanki? /alboż/

kanapka z szynką /Walls/

(IPOGS, Walls) kanapka z szynką
autor: Alina Bożyk


kanapka z szynką
kontra
zapleśniała skórka chleba
mówiono mi że żołądki
mamy takie same /alboż/

Usiadłam w nogach

Usiadłam w nogach 

Wreszcie usiadłam w nogach
Łoża z madejowej wyobraźni
Na przeciw stali chłopcy w ostrogach
Śpiewali o nieludzkiej słownej kaźni


Zamykałam oczy na widok kapeluszy
Wygiętego zamszowego ronda do góry
Przebijałam kolejny raz czerwone uszy
Wkładałam w dziury wspinaczek sznury


Gdy wiatr tłukł się okiennicami
Wkładałam głowę pod poduszkę
Modliłam się razem z zakonnicami
Które rozumiały mnie tylko troszkę


Potem zostawała mi tylko nadzieja
Na kilka wybaczeń i zadośćuczynień
Lecz przyszedł nowy kaznodzieja
Ograniczył moją wolność do kilku widzeń


Kraty w oknach coraz grubsze
Podłoga mokra od wilgoci
Łzy coraz mniej wydolne i słabsze
Kotka kolejny raz się koci


Nagle spadłam z łóżka na spróchniał-ość
Której kolor siwo brązowy
Podobna do nie jest moja egzystencjo-nalność
Podkuta w siwe na szczęście podkowy 


Szczęście jak zwykle uciekło
Tam gdzie zachody i północ
A moje serce na pół rozmiękło
I nie wie co to normalna noc /alboż/

zobaczyłam siebie na murze /Walls/

(IPOGS, Walls) zobaczyłam siebie na murze
autor: Alina Bożyk


zobaczyłam siebie na murze
uśmiechnęłam się do muru
otóż wole to
niż taniec
na rurze /alboż/

każde

Każde uniesienie
Krople potu i ekstaza
To trzy sekundy życia
Dla którego żyjemy /alboż/

Do Polski

Do Polski 

Przybyli do Polski ludzie świata
Tutaj ręka z ręką się brata
Wyfrunęły gołębie pokoju
Niejeden powycierał pot znoju


Wyruszyli by wielbić Boga
Z miłości utkana ich toga
To nic że spali i śpią na karimacie
Oni wiedzą że to podoba się w niebie - tacie


To nic że deszcz i skwar
W sercu roznieca się miłości żar
To nic że wszędzie tłok
Dla świata to przyjaźni znak i szok


Bo jak kochać nieprzyjaciela
Nauczyć się trzeba od Boga Zbawiciela
Jak wybaczać i pokonać strach
Bez tez tego na globie będzie krach


Wyciągnąć wypada dłonie
I pomachać z szacunkiem do Franciszka
Tak jak to robi Wacek Mery Zenek i Kryśka /alboż/